|
Blog: trzecie starcie...
wtorek, 24 kwietnia 2007
Czy wy nas macie za idiotów? III
Chyba z tytułu tej notki trzeba zrobić kategorię bo coś mi się wydaje że to się na trzeciej odsłonie nie skończy. Słucham wlaśnie, jak zwykle, Trójki. Od pewnego czasu dorobiłem sie radia w swoim pokoju, więc mam tu "full wypas". Komp, internet, kawa, radio. Zasadniczo raj. Zasadniczo bo to jednak miejsce pracy. A jak wiemy Adam i Ewa zostali z raju wygani i dopiero wtedy musieli zacząć pracować... ("W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie") Ale ad rem. Właśnie minister Ujazdowski (z PiS) powiedział że nie ma jeszcze kandydata na marszałka. OK. Nie dziwi mnie to. Tylko że wczoraj wieczorem w telewizorze widziałem jak minister Lipiński (PiS) powiedział ze kandydat jest. Tylko o nim milczą. OK. Nie dziwi mnie to. Tyle że przed ministrem Lipińskim cytowano posła Kuchcińskiego (PiS, a jakże) ze kandydata nie ma. Wszyscy sa ludźmi z Komitetu Politycznego PiS, więc naleza do ścisłej wierchuszki partii. Podchodząc do problemu na bazie logiki wyodrębniamy z tych kwestii zdanie: "Jest kandydat na marszalka". Prawda lub falsz, tertium non datur. Dwóch mowi ze fałsz, jeden ze prawda. Możliwy jest tylko jeden ze stanów (fizykę kwantową możemy chyba sobie tu odpuścić) więc ktoś ordynarnie kłamie. Kto? Przypomnę tylko że "Członek PiS zobowiązany jest m.in. do postępowania zgodnego z powszechnie przyjętymi zasadami współżycia społecznego oraz zasadami moralnymi i obywatelskimi wynikającymi z programu PiS."
środa, 10 stycznia 2007
Eureka!
Jak wiadomo największe odkrycia przychodzą tak jakby od niechcenia, przypadkiem... Archimedes w wannie, Newton pod jabłonią. I ja, Caffeinated z odkurzaczem w ręku. Czy wiecie drodzy blogoczytelnicy że rura od odkurzacza i gniazdko elektryczne idealnie do siebie pasują? Można te rurę w gniazdko wpakować dosłownie "na styk"! Niewiarygodne odkrycie. Tylko teraz muszę wymyśleć do czego tą wiedzę można wykorzystać...
poniedziałek, 08 stycznia 2007
Cyberpunk 2007
Jednym z głównych elementów "świata przedstawionego" w klasycznym Cyberpunku jest paskudna pogoda. Zasadniczo "zimno i pada". A nawet jak nie pada to i tak ciężkie chmury wiszą nad miastem tworząc grobową atmosferę.
Moja Prowincja nie aspiruje do żadnego Megalopolis ale od pewnego czasu atmosfera tu iście cyberpunkowa. Prowincja - choć miasto - to z lotu ptaka (albo Google Earth, jak na XXI wiek przystalo) wygląda jak klasyczna wieś ulicówka. Długa główna ulica a wokół niej pączkują osiedla. I właśnie na tej Głównej ulicy mamy teraz permamentny półmrok. Zabudowa wzdłuż ulicy dość zwarta i w miarę wysoka. Sama ulica za szeroka zbytnio przecież też nie jest. Słońce wisi nisko. Złapać ciut światła na tej Głównej - no prawie się nie da...
Pracuję przy tej Głównej ulicy właśnie. I to co latem było błogosławieństwem - okna mam na północ, teraz jest przekleństwem. Żeby się trochę doświetlić, bo zdarzają się przecież dni słoneczne, po pracy warto by pospacerować. Ale gdzie, skoro na Głównej mamy permamentny klimat rodem z Blade Runnera? Tylko neonów jakby mniej...
piątek, 05 stycznia 2007
Ich bin nicht vorbereitet, weil ich krank war...
Mam kolegę, który twierdzi że z całej trzyletniej nauki niemieckiego w liceum wyniósł tylko to jedno, tytułowe zdanie. Dla nieszprechających: "Jestem nieprzygotowany gdyż byłem chory". Pozwólmy zatem wzorem kolegi opuścić zasłonę milczenia na moją kolejną długą nieobecność i załóżmy, że w ramach noworocznych postanowień wrócę do uwieczniania skrawków mojej codzienności na tymże blogu. Zasadniczo zdaję sobie sprawę iż moja silna wola jest wyjątkowo słaba (by nie rzec cherlawa) i stąd nie podejmuję się noworocznych postanowień. Ale w tym wypadku... Skoro blog ten rozpętałem ładny szmat czasu temu to może podtrzymam jego żywot mimo wyraźnych oznak zmęczenia materiału? Czas pokaże...
poniedziałek, 06 listopada 2006
A jednak się zmienia!
Dwa lata temu, nawet nieco więcej niż dwa lata bo chyba w połowie października 2004 miałem zaszczyt świadkować na ślubie przyjaciela. Żeby wyglądać odpowiednio dostojnie, dzień wcześniej, z obłędem w oczach, zacząłem ganiać po sklepach w poszukiwaniu garnituru. Nawet udało mi się znaleźć odpowiedni - tylko że był mały problem: spodnie choć odpowiednie "na długość" były całkiem nie odpowiednie "w pasie". Innymi słowy: mógłbym przez 44 wesela nic nie robić tylko jeść a i tak nie byłoby problemu z dopięciem. Na szczęście mamy XXI wiek i sklepy odzieżowe znów traktują klienta jak za czasów subiekta Rzeckiego. Współpracujący ze sklepem krawiec mnie obmierzył, zerknął na spodnie, mruknął coś pod nosem i po godzinie odebrałem portki znacznie węższe. Na tyle węższe że pasek mógł pełnić rolę ozdobną a nie utylitarną... ...Minęły dwa lata... W weekendowym mailu odebrałem od wzmiankowanego przyjaciela dwa listy. Z załącznikami. W załącznikach zdjęcia Asi, narodzonej "na dniach" córy starego druha. Odebrałem też w weekend spodnie od krawca. Te same spodnie, choć krawiec inny. Tym razem trzeba było poluzować. Czyli odpuścić to co wtedy zaszyto. Coś się jednak zmienia.
środa, 25 października 2006
Czy wy nas macie za idiotów? II
Użyłem już tego tytułu wcześniej odnosząc się z pytaniem do polityki i polityków. Dziś ponownie, tym razem jednak kogo innego mam na myśli. Bo wodę z mózgu usiłują nam także robić wszelkiej maści reklamiarze i marketingowcy... Oto jest pismo. PC World Komputer. I jest wydawnictwo owo pismo wydające. IDG. IDG oferuje oczywiście prenumeratę. Wiadomo - klient płaci z góry, dla wydawcy prenumerata dobra rzecz. Klient oczywiście też musi coś zyskać - zyskuje niższą cenę niż ta okładkowa. IDG postanowiło jednak iść dalej. Prenumerator dostaje też prezent! Gratis! Free! Darmo! Okazja! PCWK w wersji z płytą DVD można zaprenumerować na rok już za 149 złotych. 12 złotych z groszami za numer. Jakby nie liczyć - taniej niż w kiosku. A do tego mogę dostać (Gratis! Free! Darmo! Okazja!) hub USB. Hub USB to, mówiąc w skrócie "złodziejka" albo "rozgałęziacz" do gniazdek USB. W czasach gdy pod ten port podłączamy coraz więcej urządzeń całkiem przydatne ustrojstwo. Super? Super! Ale to nie koniec! Można dostać i inne prezenty! Na przykład pendrive - 256 mega przenośnej pamięci zawsze się przyda, nieprawdaż? Albo program antywirusowy NOD czy Panda. Albo nawet myszkę - bezprzewodową i optyczną. Albo pod tą myszkę podkładkę. Świecącą! No super, po prostu super! Jednak nie super. Czemu? A bo każda z tych prenumerat kosztuje inaczej. Z pendrivem 164, z NODem 173 a z myszką np. 169. Podsumujmy. W każdej ofercie mamy to samo: czyli 12 wydań PCWK plus "gratis" gadżet. Dlaczego zatem gazety z hubem usb są tańsze od tych z programem? Pytanie retoryczne bo oczywiście każdy widzi że "gratisowy" prezent jest droższy więc jego cenę ukryto w cenie gazety. Tylko że jeśli każdy to widzi to po co takie manipulacje? Drodzy marketingowcy z IDG: my naprawdę widzimy że Wy nas macie za idiotów których wystarczy omamić "gratisem" a od razu kupimy wasze towary. Drodzy marketingowcy z IDG: postarajcie się bardziej.
poniedziałek, 02 października 2006
Zaczęło się
Zaczął się październik. Znak to niechybny, że "prawdziwa" jesień już blisko. Zaczęło padać. Jest pochmurno, wstrętnie, wilgotno i w ogóle... Zapaliłem w pokoju wszystkie możliwe światła i tak jakoś pracuję. Na firmę i na globalne ocieplenie, przy okazji.
piątek, 29 września 2006
Inwestycje, wrrrr, środki trwałe
Spełniająca wszelkie możliwe standardy i ocertyfikowana na każdy z możliwych sposobów niszczarka dokumentów, płyt CD i kart magnetycznych pojawiła się w firmie. Wrrrr i po kartce Wrrrr i nie ma płyty z Płatnikiem z 2004 roku. Wrrrr i Debian Potato pocięty na, hehehe, jaki mi żarcik wyszedł, frytki.... Wrrrr i stara gazeta Wrrrr i jakieś próbne wydruki Wrrrr i gwarancja na drukarkę z 2001 roku Wrrrr i ulotka zachęcająca do rejestracji Windows 98 Wrrrr, wrrrr, wrrrr, czy ja już nie pisałem, że, wrrrr, różne, wrrrr, dziwne rzeczy mnie cieszą, wrrrr, wrrrr?
poniedziałek, 25 września 2006
Maili chyba z sześćset
czyli witamy w pracy po trzech tygodniach. Oczywiście część z tego to spam, wiele kolejnych to raporty i logi serwera ale znalazł się też i ten jeden, jedyny... Oto kolega, 1/3 naszej licealnej trójcy, "pragnie zawiadomić o uroczystości zawarcia związku"... Słabo mi.
poniedziałek, 04 września 2006
Jakiś taki
rozdrażniony jestem. Niby urlop mam a chodzę strasznie "nabuzowany" - jakby sie ktoś nawinął to w mordę bym dał... Chyba przez tą piękną pogodę. Dam sobie spokój z komputerem i może lepiej pójdę się pakować.
piątek, 01 września 2006
Odliczamy...
Ten dzień musiał kiedyś nadejść - choć tak na prawde nie było wiadomo kiedy. Ale jednak, w końcu - jest. Ostatni dzień w pracy przed urlopem... Zegar tyka. Każde tyknięcie przybliża mnie do tej radosnej chwili...
poniedziałek, 28 sierpnia 2006
Paszport
Dostałem w końcu nowy paszport - znak to wyraźny iż mogę w końcu myśleć o urlopie... Muszę się jednak pożalić - obecny druk paszportu to jakaś parodia. Na wewnętrznych stronach książeczki, tam gdzie pogranicznicy wbijają swe pieczęcie albo inne wizy jest komiks. A jak nie komiks to przynajmniej książeczka to kolorowania. Normalnie co stroniczka to inny obrazek, w zamierzeniu prezentujący chyba temat "Sposoby podróżowania na przestrzeni dziejów" - bo zaczyna się od mojżeszopodobnego wędrowca okutanego prześcieradłem i podpierającego się kosturem przez dyliżans po samolot. Niepoważne to jakieś takie...
piątek, 25 sierpnia 2006
Parcie na szkło
Wpadło mi w ucho tytułowe określenie. Ma to być cecha co niektórych polityków, którzy wiele zrobią, żeby choć parę słów do telewizyjnej kamery powiedzieć... Muszę ze smutkiem skonstatować że i mnie owo "parcie" dopadło. Oto bowiem od pewnego czasu w samochodzikach w których odbywają się egzaminy na prawo jazdy zainstalowano kamery. Kamery te rejestrują ponoć wnętrze pojazdu coby korupcyjne zapędy ukrócić a także drogę przed i za zestresowanym kandydatem na kierowce. No i właśnie przez tę kamerę w tył cały mój problem. Zdarzyło mi się już kilka razy stać za takim egzaminem na światłach czy po prostu na skrzyżowaniu. Ani razu nie udało mi się zwalczyć pokusy pomachania do tej kamery...
poniedziałek, 21 sierpnia 2006
Myśli wiekopomne
Weekend ma to do siebie że się szybko kończy. To raz. Dwa: w czasie weekendu zasadniczo nie trzeba pracować i można oddawać się (między innymi) rozmyślaniom. I w trakcie rozmyślania takiego można dojść do interesujących wniosków. Ja tego weekendu doszedłem do dwóch, które warto przedstawić szerszej publiczności... Primo: Plaża jest jak internet. Jedno i drugie służy do oglądania gołych babek. Secundo: Kapusta jest jak ryba. Psuje się od głowy.
czwartek, 17 sierpnia 2006
Porządki
Gdzieś tak circa about półtora miesiąca temu podjąłem wiekopomną decyzję o konieczności uporządkowania miejsca pracy. Nie żebym był zaraz wielce pedantyczny ale bałagan przekroczył masę krytyczną nawet przy moich bardzo niskich standardach. Krytycznie też na pokój mój spoglądała firmowa wierchuszka. Więc, chciał - niechciał, musiał... Nie byłbym jednak sobą gdybym to sprzątanie zrealizował w sposób typowy: odłożył robotę, zakasał rękawy i ruszył do porządków. O nie! Zrobiłem to "my way"... W życiu jest bowiem czasem tak że trzeba wstać od komputera. Po kawę. Do kibelka. Wyprostować kości. Pomóc użyszkodnikowi. Skoczyć do sklepu po ciacha. Więc wstając zawsze coś tam sprzątnąłem. Ot, co popadło... Rzuciła mi się w oczy jakaś kartka? Śmieć? To do śmieci. Dokument? Do segregatora. Makulatura na notatki? Do kartonu. Stara myszka? Nie nadaje się do niczego, śmieci. Stos płytek. Śmieci. Dyskietka. Chyba sprawna, na półkę. I tak, już gdzieś po dwóch tygodniach mój pokój zaczął jakoś wyglądać. Po miesiącu było już zacnie na tyle że wizytujące koleżanki zapytały czy sprzątałem... Pięknie. Z czasem zacząłem się zapuszczać z tymi porządkami coraz dalej... Aż dziś doszedłem do szafy, w której pod zwałami kurzu znalazłem stos dziwnych dyskietek. Okazało się iż jest to zbiór wielce ciekawego oprogramowania: DOS 6.22, Windows for Workgroups 3.11 i Office 4.0. Pierwsze na 3 dyskietkach, drugie na 10 a office na skromnych 40. No i z sprzątania na dziś nici bo odpaliłem Virtual PC i właśnie instaluje ten soft. O, proszę: "Włóż dyskietka nr 8". Proszę bardzo... Trochę posiedziałem w czystm dosie. Nie mogłem sobie przypomnieć jak ja rozwiązywałem wcześniej problem polskich znaków. Po dłuższym namyśle uznałem że chyba jednak nie używałem wtedy polfontów. Bo i niby do czego? W Dosie? Był Dos, był Dos Navigator, był katalog tools na arj, rar i podobne i wsio. Reszta to gry :D |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Kółko wzajemnej adoracji
Najlepsze z najlepszych
Statystycznie rzecz biorąc
Wyślij mi maila:
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||